LADAKH – HIMALAJE DLA KAŻDEGO

Malownicza kraina Ladakhu jest idealnym miejscem, by przeżyć przygodę w
najwyższych górach świata.

Tekst: Grzegorz Kruk, podróżnik, pilot w Ex Oriente Lux

Zdjęcia: Marcin Jóźwiak

Choć Ladakh politycznie znajduje się w granicach Indii (w stanie Dżammu i Kaszmir), niewiele ma z tą byłą brytyjską kolonią wspólnego. Nie zginiemy tu w tłumie kupców, hinduskich pielgrzymów i żebraków – zaludnienie w tym regionie jest bardzo niskie, a rdzenna ludność to etniczni Tybetańczycy, posługujący się wykształconym na tych terenach lokalnym dialektem języka tybetańskiego. Nie będziemy niemiłosiernie się pocić ani narzekać na wilgotność powietrza, niewyobrażalnie wysokie temperatury czy nieustanne opady. Kraina położona jest na tyle wysoko, że temperatura jedynie latem w ciągu dnia dochodzi do 30 stopni Celsjusza, a wysokie sześcio- i siedmiotysięczniki stanowią skuteczną barierę dla ciężkich, monsunowych chmur. Tak naprawdę o Indiach przypomnimy sobie dopiero gdy przyjdzie czas zjechać z monumentalnych, stoickich Himalajów na rozpalony, chaotyczny subkontynent indyjski.

Stolicą regionu jest miasto Leh, malowniczo położone w dolinie na wysokości ponad 3500 m nad poziomem morza, pomiędzy pasmami Himalajów i gór Karakorum. Nie łatwo się tam dostać. Jedyne dwie drogi wiodące do serca regionu otwarte są tylko w okresie od czerwca do października, gdy śniegi topnieją na tyle, by uczynić możliwą dwu-trzydniową, zapierającą dech w piersiach przeprawę jeepem przez jedne z najwyższych przełęczy na świecie. Dla opornych pozostaje jeszcze połączenie lotnicze. Tak czy inaczej, przez większość roku mieszkańcy tej krainy są praktycznie całkowicie odcięci od reszty świata.

Trudy kilkudniowej podróży w wypełnionym po brzegi jeepie lub minibusie i długotrwałe objawy nieuniknionej choroby wysokościowej wynagrodzone są z nawiązką przez jedne z najpiękniejszych widoków na świecie i ogromną ilość atrakcji i wyzwań, które czekają nas na miejscu. Po kilkudniowej aklimatyzacji spędzonej na spacerach po uroczych, wąskich, poprzecinanych strumykami uliczkach miasteczka Leh, zwiedzeniu Królewskiego Pałacu i okolicznych buddyjskich klasztorów, nazywanych w tym regionie gompami, możemy przystąpić do fizycznie bardziej wymagających zadań. Wybór jest ogromny, satysfakcję znajdzie tutaj zarówno doświadczony alpinista, jak i zwykły turysta bez specjalnego przygotowania atletycznego.

Do obowiązkowych atrakcji należy bez wątpienia rafting – w zależności od stopnia trudności – po rzece Zanskar lub po Indusie. Ta ostatnia, święta rzeka hinduizmu, zaczyna swój bieg właśnie w tej części Himalajów, po chińskiej stronie granicy. Kilkugodzinny spływ pontonem z doświadczonym sternikiem pozwala nam nie tylko podziwiać okolicę z perspektywy rwącej, wcinającej się między skały rzeki, ale daje nam też okazję by pogimnastykować się trochę przy wiośle i poczuć prawdziwy dreszczyk emocji, gdy przepływamy przez wzburzone przełomy. Opaleni, przemoczeni i lekko zmarznięci, możemy poczuć się naprawdę dumni, gdy już staniemy na suchym lądzie i spojrzymy w górę rzeki.

Jeszcze więcej emocji dostarczy nam zjazd rowerem z przełęczy Khardung La, do niedawna uznawanej za najwyżej położoną przejezdną przełęcz na świecie. Najnowsze pomiary pokazały jednak, że Khardung La znajduje się „jedynie” na 5359 m n.p.m., ponad 200 metrów niżej od wysokości dumnie widniejącej na umieszczonej tablicy. Na górę, razem z dobrej jakości wynajętymi rowerami górskimi, zabierze nas jeep. Warto się ciepło ubrać, bo na tej wysokości temperatura latem może oscylować wokół zera, mimo 30 stopniowego ciepła w okolicach naszej bazy wypadowej. Tutaj kończą się żarty z chorobą wysokościową, więc dobrze jest jak najszybciej zacząć zjeżdżać na dół. Z powrotem do miasta Leh jest kilkadziesiąt kilometrów – poniesie nas tam nasz dwukołowiec i siła grawitacji. Czas, jaki zajmuje powrót, zależy tylko i wyłącznie od nas. Można pokonać ten dystans w 2-3 godziny, szaleńczo prując w dół po pustej drodze, podnosząc swój poziom adrenaliny do nieznanego do tej pory poziomu, lub spędzić cały dzień spokojnie się tocząc, podziwiając lodowcowe widoki i starając się zaprzyjaźnić z wałęsającymi się po okolicy jakami.

Ponadto Leh jest idealną bazą wypadową na wszelkiego rodzaju trekking górski. Możliwości w tej dziedzinie są tutaj właściwie nieograniczone. Można wybrać się na lekką, kilkudniową wycieczkę pieszą po niższych partiach okolicznych gór, zaliczając po drodze nocleg w okolicznej wiosce, jak i na miesięczną wyprawę po bezdrożach, połączoną ze wspinaczką, na której nie obejdziemy się bez jucznych koni, profesjonalnego sprzętu i odpowiedniego przygotowania fizycznego. Dla tych, którzy niespecjalnie przepadają za wielodniowym, katorżniczym wysiłkiem fizycznym, pozostaje przemieszczanie się pojazdami zmotoryzowanymi. Nad jeziora Patgong Tso i Tso Moriri lub do doliny Nubry dojedziemy wynajętym jeepem ze zorganizowaną wycieczką. Idealnym sposobem poruszania się po regionie jest też motor, który bez problemu wynajmiemy w kilku miejscach w centrum miasta. Takie rozwiązanie daje nam niemal nieograniczoną wolność w przemieszczaniu się po najbardziej odległych zakątkach tej cudownej krainy.

Bez względu jednak na to jaki sposób na spędzenie czasu w tej części Himalajów wybierzemy, jesteśmy nieodwołalnie skazani na to, by zakochać się w Ladakhu.


Szukasz czegoś konkretnego?