Piraci z Zachodniego Wybrzeża LUTY

Los Angeles wyspa Catalina San Diego Park Narodowy Joshua Tree Sedona Wielki Kanion Kanion Antylopy Park Narodowy Zion Las Vegas Dolina Śmierci jezioro Mono jezioro Tahoe San Francisco

Nie na darmo wyprawa ta nosi przydomek „Piraci”, gdyż już pierwszego dnia na amerykańskiej ziemi nasz zaprzyjaźniony, miejscowy kapitan zabierze nas na 24-godzinny rejs po Oceanie Spokojnym na wyspę Catalina. Jacht, słońce, rum, delfiny, a przy odrobinie szczęścia może wieloryby! To wszystko będzie nadawać ton tej wyprawie przez kolejne 18 dni. Odwiedzimy San Diego i San Francisco, parki narodowe i tereny indiańskie w Arizonie i Utah, po czym przemykając przez mekkę hazardu Las Vegas, zawitamy do mroźnego i śnieżnego Lake Tahoe, aby oddać się białemu szaleństwu i ukojeniu w zaciszu naszej górskiej chatki. Nietuzinkowej wyprawie czas start.
Zobacz program wycieczki

Cena

2650 USD
I rata: 300 USD plus koszty biletu lotniczego płatne przy zapisie II rata: 2350 USD płatne 30 dni przed wyjazdem

Terminy

09.02.2019 - 27.02.2019


Chcesz się zapisać lub uzyskać więcej informacji? Zadzwoń do nas.

+48 601 87 57 65





Cena obejmuje

  • 11 noclegów w hotelach 3* (pokoje 2-osobowe), 1 noc na jachcie, 4 noclegi w górskiej chacie,
  • śniadania (american breakfast),
  • opiekę lokalnego, polskiego pilota (dodatkowy pilot na jeziorem Tahoe),
  • van do dyspozycji grupy,
  • opłaty drogowe, mostowe oraz parkingi,
  • wstępy do parków narodowych oraz Kanionu Antylopy,
  • rejs na wyspę Catalina,
  • wypożyczenie rowerów w San Francisco i San Diego,
  • ubezpieczenie: KLA, NNW, KR oraz bagażu.

Cena nie obejmuje

  • przelotu na trasie Warszawa ‒ Los Angeles, San Francisco ‒ Warszawa: od ok. 2.500 PLN,
  • wizy do USA - ok. 160 USD,
  • dopłaty do pokoju jednoosobowego - 720 USD,
  • atrakcji fakultatywnych, np. skipass, wypożyczenie sprzętu zimowego,
  • napiwków w restauracjach.

Plan wyjazdu

Dzień 1

Zbiórka na lotnisku Warszawa-Okęcie. Przelot do Los Angeles. Na miejscu czeka już pilot wyprawy, pełen wigoru i sił do pracy, z którym udajemy się na nocny przejazd wśród magicznie oświetlonych drapaczy chmur „Miasta Aniołów”. Dla tych, którzy jeszcze nie opadli z sił spacer po plaży. Pierwsza noc po drugiej stronie świata.

Dzień 2

Poranny mglisty poranek, kawa, śniadanie i ruszamy do New Port Beach, gdzie na przystani czeka na nas Grześ i jego jacht. Pakujemy piracki ekwipunek i ruszamy w rejs pod banderą „Jezusa”. 22 mile (35 km) dadzą nam się poczuć jak odkrywcy, do tego towarzyszące nam delfiny, oceanu szum, słońce i dobre towarzystwo. Czy można w życiu chcieć czegoś więcej? Późnym popołudniem dobijamy do wyspy Two Harbor, gdzie każdy z Was musi zostać ochrzczony na oceanicznego morsa w Harbor Reef Saloon . Noc spędzamy na jachcie, a takiej integracji na kolejne 17 dni może nam pozazdrościć niejeden.

Dzień 3

Kto rano wstaje, tego „Jezus” uczy fachu marynarza. Jeszcze przed świtem żegnamy piękną Catalinę, wracamy na stały ląd i ruszamy dalej. Dzisiejszy cel to Beverly Hills – przejazd sławną ulicą Sunset Boulevard, w której zakamarkach znajdują się jedne z najdroższych i najpiękniejszych willi na świecie. W Hollywood spacerujemy hollywoodzką Aleją Gwiazd, w pobliżu Chinese Theatre, gdzie znajdują się odciski dłoni, stóp, autografy i wpisy prawie 200 postaci związanych z Hollywood. Patrzymy na Kodak Theatre, w którym rozdawane są Oskary. Podjeżdżamy i podchodzimy możliwie najbliżej słynnego napisu HOLLYWOOD. Potem jeszcze w Los Angeles Downtown wizyta na zabytkowym dworcu Union Station, przejazd przez centrum i postój w miejscu, z którego widać nowoczesne ,,skyscrapers”, obiekty kulturalne, sale koncertowe, muzea oraz ratusz. Kierujemy się w stronę San Diego, czyli oceanicznego klimatu ciąg dalszy. Nocleg.

Dzień 4

„Wakacje, ciągle są wakacje ………’’. San Diego – miejscówka hipisów i beztroskiego życia lat 70. Czemu tu się dziwić - średnia roczna temperatura to 22°C i ok. 300 słonecznych dni w roku „It never rains in Southern California”. Miasto oddalone od Meksyku zaledwie 30 km, dlatego też na każdym kroku spotkamy latynosa, ich kulturę, budownictwo i przepyszne jedzenie, które to, pomimo że jest pikantne, odpowiada naszym gustom. Domeną San Diego są słoneczne plaże, najlepsze fale do surfingu, bajeczne klify, a na nich przepych i bogactwo. My, nie martwiąc się o słońce, zaczynamy czuć wolność, szaleństwo i otaczające nas bogactwo jednego z najbardziej wystawnych zakątków globu. Wypożyczamy rowery, bierzemy plecak, wodę, bikini i ruszamy. Trzeba pokonać dystans około 13 km, żeby dotrzeć do celu naszej eskapady, La Jolla – jednego z najdroższych miasteczek w Kalifornii. Po drodze mijamy piaszczyste plaże rodem z amerykańskiego snu, wijące się na wietrze palmy, uśmiechniętych ludzi podążający z deską surfingową ku plaży. Oglądamy kalifornijską nadmorską architekturę, śliczne promenady i mola wtapiające się w błękit oceanu. Kąpiele i wypatrywanie wielorybów to niektóre z atrakcji tej eskapady.
Wracamy, oddajemy rowery i ruszamy zerknąć na muzeum USS Midway - to najdłużej służący lotniskowiec w amerykańskiej armii. Następnie udajemy się do Point Loma , a tam stara latarnia z XIX w., która jest swego rodzaju ikoną San Diego. Na wzgórzu znajduje pomnik Cabrillo z portugalską tablicą, stąd także podziwiać można widok na miasto i lotnisko. Zjeżdżamy do centrum, po czym czeka nas nocny przejazd przez zjawiskowy most Coronado i dzielnicę milionerów noszącą tę samą nazwę. Tyle atrakcji, ale odpocząć też trzeba. Good Night.

Dzień 5

Ach, to oceaniczne rześkie powietrze... a nasz plan na dziś to Balboa Park: przyroda, muzea, przepiękna architektura - ten park robi wrażenie! Powoli żegnamy wilgotny klimat, jeszcze krótki postój w starym mieście San Diego i przed nami 9 godzin drogi do Kingman w Arizonie. Po drodze szybkie zwiedzanie Palm Springs. Przejazd przez Park Narodowy Drzewa Jozuego, tak Indianie nazwali występującą tu jukę. Zobaczymy tereny dwóch olbrzymich pustyń – „wysokiej” pustyni Mojave i „niskiej” pustyni Kolorado, które tu się spotykają. Przejedziemy wszerz tym unikatowym krajobrazem. Fascynująca flora i fauna będzie nas zatrzymywać raz po raz na zdjęcia, by późnym wieczorem dotrzeć do celu. Zmęczeni podróżą szybko zasypiamy…

Dzień 6

Dziś Walentynki - panowie dbają o poranną kawę do pań :) Ten szczególny dzień spędzamy w Sedona, i wcale byśmy się nie zdziwili, jeśli ktoś (bez pary) odnalazłby tam swoją miłość... Duch Indian Navajo i Hopi towarzyszy nam przez cały dzień zwiedzania Sedony i jej okolic. A tu fantastyczne formacje skalne o dumnej nazwie Navajo Red Rocks, wznoszące się na wysokość ponad 1.900 m, majestatyczne kaniony, wplecione w otaczające miasto góry, jedyne tego rodzaju trasy trekkingowe z naszą ulubioną pozycją West Fork Trail, gdzie z pewnością pstryk migawek będzie nadawał rytm naszym krokom. Odwiedzamy Devil’s Bridge, naturalnie uformowany most z czerwonego piaskowca, który na pewno jest atrakcją dla tych, którzy bez adrenaliny żyć nie potrafią. Atrakcji trekkingowych w Sedonie jest jeszcze sporo: Cathedral Rock Trial, Bell Rock, Chapel of the Holy Cross - wykuta w czerwonych skałach kaplica, park wodny „Slide Rock State Park”, stworzony przez naturę. Końcówka dnia to wizyta w małym miasteczku Tlaquepaque, w którym można, a nawet trzeba, rozkoszować się iście meksykańską kuchnią. Nocleg w Flagstaff.

Dzień 7

Śniadanie, kawa przy oszałamiającym zapachu otaczającego nas lasu świerkowego na środku pustyni i ruszamy w kierunku jednego z 7 cudów świata natury – Wielkiego Kanionu. Stanąć na jego krawędzi i podziwiać jego ogrom oraz oszałamiające piękno to niezapomniane przeżycie. Długość kanionu wynosi 443 km, a jego szerokość waha się od 200 m do 29 km. Maksymalna głębokość kanionu (w Granitowym Wąwozie) wynosi 1,6 km. Dziś czas nas nie goni, więc zostajemy tu do zachodu słońca, który to jest niesamowitym przeżyciem. A dla tych, dla których pasją jest fotografia, to prawdziwa uczta. Duch Indian Navajo nakazuje nam rozbić namiot, ale na nas już czas, udajemy się do Page.

Dzień 8

Rześki poranek na ochłodę głowy, bo dziś olbrzymia dawka widoków rodem z filmów science fiction. Na początek Kanion Antylopy. To chyba jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie dane nam jest odwiedzić w Arizonie. Abstrakcyjne kształty, przez tysiące lat formowane przez wiatr i wodę w czerwonych skałach, wprawiają w osłupienie. Bajkowe, fenomenalnie oświetlone, niezwykle barwne przestrzenie wewnątrz skał; wszystko to bardziej przypomina gigantyczne dzieło sztuki niż wnętrze kanionu. Pozorną, bo przecież powstałą bez udziału człowieka precyzję tych form można porównać tylko z doskonałością komputerowych renderingów 3D. Gra świateł i kolorów „powala na kolana”. Prześliczne, zachwycające, wprost niewiarygodne! Czerwień, żółć, purpura, granat. Gra świateł we wszystkich możliwych odcieniach. To wprost niewyobrażalne, aby natura stworzyła coś tak pięknego...
Ale to dopiero początek wrażeń na dziś. Następnie udajemy się do Horseshoe Bend. W tym miejscu rzeka Kolorado, płynąca od jeziora Powell zatacza łuk o 270° w malowniczym kanionie Glen Canyon, tworząc niepowtarzalny kształt podkowy. Ale to jeszcze nie koniec, bo zwieńczeniem dnia będzie zachód słońca nad mostem Navajo, który przecina rzekę Colorado dalej płynącą do Wielkiego Kanionu. Zapierająca dech w piersiach konstrukcja o długości 277 m, na wysokości 142 m powyżej rzeki Colorado, ulubiona miejscówka ludzi o mocnych nerwach. My na bungee skakać nie będziemy, więc malowniczą drogą Hwy 89A ruszamy na zachód. Po drodze jeszcze urokliwe miasteczko Jackob Lake, w którym zostaniemy na noc, jeśli w loterii wylosujemy wstęp do The Wave, gdyż tylko 20 osób dziennie otrzymuje pozwolenie wstępu. Jeśli szczęście nie będzie po naszej stronie, udamy się na nocleg do Kanab, UT. Tyle wrażeń, zatem czas na odpoczynek.

Dzień 9

Rankiem dopiero dostrzegamy jak malowniczo położony jest Kanab. Na nas już czas, do Parku Narodowego Zion poprowadzi nas zjawiskowa droga Hwy 9. Te 23 kilometry, które biegną przez serce parku, mogą się okazać podróżą życia, a to dzięki niesamowitym krajobrazom w kolorze pomarańczy. Park Narodowy Zion przez mormońskich osadników zwany Zion - Syjon, co oznaczało miasto idealne i rzeczywiście w Parku jest jak w raju. Urwiska skalne, wodospady, rzeki. Zbudowany jest ze skał piaskowcowych, które tworzą płaskie stoliwa, kręte kaniony i malownicze formy skalne przypominające zamki, iglice i wieże. Teren parku rozcięty jest głęboką doliną Rzeki Dziewiczej (Virgin River). Niektórzy mogą być zdziwieni, dlaczego zabieramy Was tam w lutym. Owszem, możliwości eksploracji są troszkę ograniczone, pogoda może płatać figle, lecz widok kanionu, otaczających go ośnieżonych szczytów oraz idealna temperatura na trekking każdemu z Was przypadną do gustu. Czapka, rękawiczki i ruszamy na 7,5 km trekking ku Angels Landing, szczytowi o wysokości 1765 m n.p.m., z którego rozpościera się bajeczna panorama parku. Przed nami takie przystanki jak Walters Wiggles, Scout Lookout - tu podejmiemy decyzję adekwatną do warunków pogodowych: zdobywamy szczyt Angels Landing czy podążamy mniej wymagającym West Rim Trail. Zauroczeni, lekko zmęczeni, w drodze powrotnej udajemy się na coś rozgrzewającego do Bit & Spur Restaurant & Saloon. To był jeden z tych dni, kiedy chce się rzec „chwilo trwaj”. Nocleg w Springdale.

Dzień 10

Kolejny dzień w raju, kolejne urzekające widoki. Dziś trochę luźniej, za to aparaty pójdą w ruch. Naszym hyppie Vanem robimy objazdówkę po Parku Zion wzdłuż rzeki Virgin River. 10-kilometrowa trasa, która za każdym rogiem odsłaniać nam będzie to, co najlepsze zaoferować nam może zachód USA. Żal opuszczać to miejsce, ale na nas już czas - czeka mekka hazardu. Las Vegas nikomu szerzej przedstawiać nie trzeba, dość wspomnieć, że to dolar na środku pustyni, którego się nigdy nie wygrywa. Miasto nigdy nie zasypia, więc i my puścimy się w wir rozpusty, z nadzieją, że nazajutrz wszyscy będą gotowi do dalszej drogi.

Dzień 11

Po ekscytująco cichej nocy i późnym śniadaniu będzie czas na regenerację z aparatem w ręku, w naszym już od 10 dni domowym zaciszu Vana. Kierunek Lake Tahoe. Po drodze czekają na nas takie atrakcje jak: Red Rock Canyon i jego malownicze czerwone formy skalne i pustynna przyroda, Death Valley National Park, a w nim: Dante’s View, z którego rozpościera się piękny widok na całą Dolinę Śmierci, Zabriskie Point, Badwater - to najniżej położone miejsce w Ameryce Północnej: 85,5 m poniżej poziomu morza i z najwyższą temperatura powietrza na Ziemi, 56°C. Devil’s Golf Course to ogromny teren składający się z solnych kamieni uformowanych przez wodę i silny wiatr. Podobno tylko szatan mógłby grać tam w golfa. Pogoda powinna być cudowna, a budząca się do życia roślinność wprawi nas w osłupienie. Luty to z pewnością najlepszy miesiąc w roku na wizytę w Dolinie Śmierci. Na kolację udajemy się do naszej ulubionej restauracji w Bishop. Odpoczynek.

Dzień 12

Oczy otworzy nam przepiękne, ośnieżone wschodnie pasmo gór Sierra Nevada i wtulony w nią granitowy szczyt Mount Whitney mierzący 4421 m n.p.m., najwyższy szczyt kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Powoli aklimatyzujemy się w górskim klimacie, do Lake Tahoe już tylko 200 km, a po drodze niespodzianka: Wild Willy’s Hot Springs z panoramicznym widokiem na wzgórza Mammoth Lakes. Następne miejsce na trasie to Mono Lake - najstarsze jezioro Ameryki Północnej. Czujemy się tu jak na księżycu, wśród fantastycznych formacji skalnych przypominających zamki otoczone wodą. Te 180 km2 alkalicznej i w dodatku zasolonej wody są jak z bajki. Krótki trekking, mnóstwo zdjęć i jedziemy dalej mijając miasto Bridgeport. Tu kolejna niespodzianka, Travertine Hot Spring. Nasączeni minerałami, wieczorem zjawiamy się w Lake Tahoe. Na powitanie w naszych skromnych progach czeka na Was ciepły obiad, grzane wino, żarzący się kominek i przytulny kąt dla każdego. Czapka, rękawiczki, szalik i dosłownie na chwilkę idziemy złapać świeży, górski, mroźny oddech przed snem.

Dzień 13

Po trudach podróży niewątpliwie czas na odpoczynek, ciszę, przyrodę i magię Lake Tahoe. Mamy tu do dyspozycji cały dom z pełnym wyposażeniem, a w pobliżu kilka supermarketów, knajpki, restauracje i kasyna. Dla ludzi lubiących aktywnie spędzać czas możliwości są tu nieograniczone. Każdy następny dzień jest planowany wspólnie tak, aby każdy z Was mógł zaspokoić potrzeby swojego „ego”. Znając każdy tutejszy zakamarek, chcemy przedstawić Wam nasze propozycje tak, aby pobyt w Lake Tahoe stał się pretekstem do rychłego powrotu. Wielość propozycji, które dla Was mamy, na pewno zadowolić może każdego: narty, snowboard, skutery śnieżne, przehadzki na rakietach śnieżnych, zwiedzanie okolicy, nocne życie lub po prostu błogi odpoczynek w górskiej chacie...

Dzień 14

Dalszy pobyt nad jeziorem Tahoe: narty, snowboard, skutery śnieżne, przehadzki na rakietach śnieżnych, zwiedzanie okolicy, nocne życie lub po prostu błogi odpoczynek w górskiej chacie...

Dzień 15

Dalszy pobyt nad jeziorem Tahoe: narty, snowboard, skutery śnieżne, przehadzki na rakietach śnieżnych, zwiedzanie okolicy, nocne życie lub po prostu błogi odpoczynek w górskiej chacie...

Dzień 16

Nie chcę, ale muszę, na pewno wrócę… Do południa czas na mały shopping - jak to w górskiej miejscowości czasami można po bardzo atrakcyjnych cenach dostać markowe ubrania: Columbia, North Face itd. Wzywa nas duch wolności, czyli San Frana. Ruszamy na zachód zatrzymując się dosłownie na chwilkę w stolicy Kalifornii - Sacramento. Następnie nocny przejazd ulicami „Miasta Miłości”, trzeba nabrać sil przed jutrzejszą jego eksploracją.

Dzień 17

Można by tu spędzić lata, a i tak nie wszystko ogarnąć. Skupiamy się więc na „must see”, na tym, co zobaczyć musi każdy turysta. Pierwsza atrakcja to Cable Car - symbol miasta, tramwaj linowy, którym mkniemy falowanymi uliczkami ku Fisherman’s Wharf, jednej z największych atrakcji turystycznych. Oglądamy Pier 39 i lwy morskie. Następnie, obowiązkowo, zupa z mięczaków (clam chowder), po czym ulubiony punkt programu naszej wyprawy: wypożyczenie wcześniej zarezerwowanych rowerów i wyruszenie na podbój Golden Gate. Trasa liczy około 8 mil (12 km) i wiedzie przez most Golden Gate do miasteczka Sausalito, skąd barką wracamy do San Francisco po drodze z najbliższej możliwej odległości podziwiając słynne więzienie Alcatraz. W mieście czekają na nas jeszcze takie atrakcje jak: Telegraph Hill – bijące serce San Francisco, Russian Hill, Chinatown, FiDi – dzielnica finansowa, w której wszystko kręci się wokół wielkich pieniędzy i karier, z najwyższym, 48-piętrowym Transamerica Pyramid, Union Square – mekka zakupoholików, wreszcie Ocean Beach, gdzie będziemy próbować złapać ostatnie promienie zachodzącego słońca. Zwieńczeniem dnia jest wizyta na Twin Peaks Summit, miejscu rozkoszy nocnych fotografów, z którego rozpościera się bajeczna panorama San Francisco. Nocleg nieopodal mostu Golden Gate, więc na pewno znajdzie się ktoś chętny na nocne kadry.

Dzień 18

Dziś do południa przejazd rozsławioną krętą Lombard street i czas na ostatnie zakupy. Powoli żegnamy się jednym z najbardziej tolerancyjnych miast na świecie, udając się na lotnisko. Z nadzieją, że wkrótce zobaczymy Was ponownie mówimy: Have a nice trip!

Dzień 19

Przylot do kraju.

Chcesz się zapisać lub uzyskać więcej informacji? Zadzwoń do nas.

+48 601 87 57 65


Szukasz czegoś konkretnego?