MAJÓWKA na Hawajach 2019

WYSPA OAHU LOS ANGELES VENTURA SANTA BARBARA PASO ROBLES SANTA CRUZ SAN FRANCISCO SACRAMENTO LAKE TAHOE PARK NARODOWY LASSEN PARK NARODOWY JEZIORA KRATEROWEGO PORTLAND PARK NARODOWY GÓR OLIMPIJSKICH PORT ANGELES SEATTLE

Spragnieni letniego słońca, gorącego piasku i po prostu wakacji… Ta wyprawa to powiew świeżości i zastrzyk pozytywnej energii na całą resztę roku! Zaczniemy od 6-dniowej wizyty na Hawajach, gdzie polinezyjski klimat, piaszczyste plaże, zachody słońca z kokosem w ręku otworzą nam oczy po zimowej hibernacji. Następnie odkryjemy to co najlepsze wzdłuż oceanicznej strefy Zachodniego Wybrzeża USA od Meksyku aż do Kanady. Odwiedzimy takie miasta jak Los Angeles, San Francisco, stan Oregon i Washington wraz z wieloma parkami narodowymi i kultowymi atrakcjami w Seattle czy Portland. Zawitamy do 5 stanów, z których każdy to inna kultura, obyczaje, kulinaria i klimat. Każdy z nich to wspomnienia do końca życia.

Hawaje to najmłodszy, 50. stan Stanów Zjednoczonych, położony na archipelagu Wysp Hawajskich, pochodzenia wulkanicznego, o długości niemal 2500 km, składającego się ze 137 wysp z czego 8 głównych to: Hawaiʻi, Oʻahu, Kauaʻi, Molokaʻi, Lānaʻi, Maui i Niʻihau oraz niezamieszkana wyspa Kahoʻolawe. Oficjalnie w stanie mieszka 1,2 mln osób, 6,6% mieszkańców stanu uważa się za rdzennych obywateli Hawajów (Polinezyjczyków). Największa grupa mieszkańców, około 41%, to imigranci z Azji lub ich potomkowie, a językiem urzędowym jest angielski i hawajski. Resztę opowiemy na miejscu.

Kwiecień to idealny czas na eksplorowanie Hawajów, gdyż kończy się pora deszczowa, zatem pogoda jest idealna. Nie jest tak tłoczno jak wakacyjną porą i co za tym idzie są bardziej przystępne ceny.

Cena

3750 USD
I rata: 300 USD plus koszty biletu lotniczego płatne przy zapisie II rata: 3450 USD płatne 30 dni przed wyjazdem

Terminy

30.04.2019 - 21.05.2019


Chcesz się zapisać lub uzyskać więcej informacji? Zadzwoń do nas.

+48 601 87 57 65





Cena obejmuje

  • 5 noclegów w apartamentach 2-osobowych w centrum Honolulu, 11 noclegów w hotelach 2* i 3* na Zachodnim Wybrzeżu (pokoje 2-osobowe), 4 noclegi w górskiej chacie nad jeziorem Tahoe,
  • śniadania (american breakfast),
  • opiekę lokalnego, polskiego pilota (dodatkowy pilot na jeziorem Tahoe),
  • van do dyspozycji grupy,
  • opłaty drogowe, mostowe oraz parkingi,
  • bilety wstępu do zwiedzanych obiektów,
  • wstępy do parków narodowych,
  • rejs na Hawajach,
  • wypożyczenie sprzętu do snorkellingu w zatoce Hanauma na Hawajach,
  • przejazdy promem i tramwajem w San Francisco,
  • wypożyczenie rowerów w San Francisco i nad jeziorem Tahoe,
  • degustacja wina i gorące źródła w Paso Robles,
  • ubezpieczenie: KL, NNW, KR oraz bagażu.

Cena nie obejmuje

  • przelotu na trasie Warszawa ‒ Honolulu, Honolulu ‒ Los Angeles, Seattle ‒ Warszawa: od ok. 5.000 PLN,
  • wizy do USA - ok. 160 USD,
  • dopłaty do pokoju jednoosobowego,
  • atrakcji fakultatywnych,
  • napiwków w restauracjach.

Plan wyjazdu

Dzień 1

Zbiórka na lotnisku Warszawa-Okęcie. Plecak, bikini, uśmiech na twarzy i odlatujemy na Hawaje. 25 godzin lotu robi swoje. ALOHA! - to polskojęzyczny rezydent wita nas na lotnisku w Honolulu i zawiesza na szyi tradycyjne hawajskie wieńce lei z kwiatów plumerii. Transport z lotniska do hotelu, aklimatyzacja i zasłużony odpoczynek.

Wodospad na Hawajach Hawaje - Wybrzeże oceanu spokojnego Przelot samolotem na Hawaje Hawaje - Zatoka Hanuma Plażowanie na Hawajach Palmy na plaży w Hawajach

Dzień 2

Dziś całodniowa wycieczka wokół wyspy Oahu i najpiękniejszych jej zakątków. Zwiedzanie zaczynamy od wjazdu do wnętrza krateru Diamond Head, przejeżdżamy luksusową dzielnicą Kahala, zatrzymujemy się na takich punktach widokowych jak: Zatoka Hanauma, Gejzer Halona oraz Makapu’u. Następnie odwiedzamy Dolinę Świątyń, gdzie znajduje się buddyjska świątynia Byodo-In, po czym plantacja i degustacja kawy kona oraz orzeszków makadamia. Przejeżdżamy malowniczą okolicą wzdłuż północnego wybrzeża, a tu słynna plaża Sunset Beach i Laniakea – Plaża Żółwi. Uwieńczeniem dnia jest wizyta na plantacji ananasów firmy Dole, gdzie raczymy się lodami ze świeżo zebranych owoców. Ach, co za dzień, czas na odpoczynek.

Dzień 3

Poranek zaczynamy na sportowo: trekking przez tropikalną dżunglę do wodospadu Manoa. Podziwiamy z bliska bujną przyrodę lasów deszczowych strefy podzwrotnikowej. Następnie wyjazd na szczyt góry Tantalus i punkt widokowy z fantastyczną panoramą Honolulu oraz okolic. Poczęstunek lokalnym przysmakiem – pączkiem malasada. Krótka sjesta poobiednia i łapiemy drugi oddech. Dziś wieczorem 2-godzinny rejs po oceanie o zachodzie słońca, a w menu 3-daniowy obiad, tropikalne drinki, występy hawajskie i tańce przy muzyce na żywo. Postaramy się tę atrakcję zorganizować w piątek, gdyż w ten dzień możemy równocześnie oglądać pokaz sztucznych ogni nad Wikiki. Hawaje to boskie wyspy...

Dzień 4

Po śniadaniu czas na zakupy w Ala Moana Center. To największe centrum handlowe na Hawajach i zarazem największe plenerowe na świecie. W godzinach południowych wyjazd do Centrum Kultury Polinezji, gdzie poznajemy kulturę archipelagu trójkąta polinezyjskiego. Rewia na wodzie podczas której prezentują się poszczególne archipelagi Polinezji. Wizyta w malowniczym skansenie polinezyjskich wiosek, występy w narodowych wioskach: Samoa, Tahiti, Nowa Zelandia, Fidżi, Hawaje, Markizy, Tonga. Film o życiu w oceanie w systemie IMAX na ekranie o wysokości 5 pięter. Hawajska Uczta LUAU w formie bufetu z lokalnymi specjałami jak: wieprzowina kalua, ryba mahimahi, czy surowy tuńczyk, a następnie wieczorna rewia „Horyzonty”– spektakularny taniec z płonącymi nożami. Nie myśląc o odpoczynku zasypiamy wreszcie w naszym przytulnym apartamencie.

Dzień 5

Dziś dzień plażowania, relaksu i odkrywania podwodnego świata w zatoce Hanauma – słynnym rezerwacie morskim. Podwodny świat hawajskich wód zadowoli swą kolorystyką każdego. Rafa koralowa, różnorodność tropikalnych ryb, fascynujące kreatury wyłaniające się z błękitu i podwodna, kojąca cisza. Wieczorną porą wyspa Oahu tętni życiem, więc i my poddamy się urokom hawajskiej nocy. Udajemy się na plażę Waikiki, gdzie oglądamy nocny pokaz hawajskiego Hula Dance, Fire Dance. Następnie bary i restauracje dopóki nie zacznie Wam opadać powieka...

Dzień 6

Ostatni dzień na rajskiej wyspie to niemała dawka historii. Ruszamy do portu w zatoce Pearl Harbor – bazy wojskowej, w której dla Stanów Zjednoczonych rozpoczęła się II wojna światowa; rejs statkiem do miejsca upamiętniającego zatopienie krążownika „Arizona” przez japońskie samoloty bojowe. Następnie zwiedzamy centrum Honolulu – stolicy stanu Hawaje: pomnik króla Kamehamehy; jedyny w USA Pałac Królewski Iolani; ratusz i rezydencja gubernatora. Wieczorny transfer na lotnisko, ze łzami w oczach mówimy ALOHA, na pewno jeszcze tu wrócimy. Wylot do Los Angeles. Have a good flight.

Dzień 7

W "Mieście Aniołów” jesteśmy o świcie. Pełni wigoru, energii i rozpalonych serc ruszamy
w dalszą drogę. Zazdrosny Maciej (zabierzemy go na Hawaje następnym razem) odbiera nas
z lotniska. Plan na dziś to: Beverly Hills – przejazd rozsławioną ulicą Sunset Boulevard, w jej zakamarkach znajdują się jedne z najdroższych i najpiękniejszych willi na świecie; Hollywood – spacer Hollywoodzką Aleją Gwiazd; Chinese Theatre, gdzie znajdują się odciski dłoni, stóp, autografy i wpisy prawie 200 postaci związanych z Hollywood i Kodak Theatre, gdzie wręczane są Oscary. I oczywiście będziemy się starali podjechać i podejść jak najbliżej słynnego napisu HOLLYWOOD. Zwieńczeniem dnia będzie wizyta w parku Boldwin Hill, gdzie panorama Los Angeles po zachodzie słońca powala na kolana… Jeszcze przejazd przez centrum "Miasta Aniołów”, a tam nowoczesne drapacze chmur, obiekty kulturalne, sale koncertowe, muzea oraz ratusz – to wszystko robi ogromne wizualne wrażenie. W drodze na nocleg do Ventura zatrzymujemy się w Santa Monica, gdzie oceaniczny klimat wyzwolenia da się odczuć na każdym kroku. Przepiękne molo, szeroka piaszczysta plaża... a to dopiero początek wyprawy. Zabieramy Was do naszej ulubionej knajpki na kolację, po czym udajemy się na zasłużony odpoczynek.

Kalifornijska jedynka

Dzień 8

Rześki poranek w południowej Kalifornii mówi nam "dzień dobry". Szybkie śniadanie, kawa i idziemy rozbudzić się na pięknym, długim, drewnianym molo w Ventura. Dziś zaczynamy dwudniową przygodę z kalifornijską "jedynką” (Pacific Coast Highway). Jest to chyba najbardziej urokliwa droga w Stanach Zjednoczonych, wijąca się przez malownicze nadoceaniczne miasteczka Kalifornii.
Następny postój w Santa Barbara. Miasteczko to uchodzi za nieco luksusowe, ale czemu tu się dziwić – dobrze zachowana hiszpańska architektura z czasów kolonialnych nadaje mu styl i urok. Spacerujemy główną ulicą State Street, raczymy się autentyczną meksykańską kuchnią. W końcu docieramy do nadbrzeżnego parku, usłanego palmami. Urok Santa Barbara w tym miejscu wzbija się na wyżyny: z jednej strony ocean, z drugiej zielone wzgórza i wtulona w to swobodna ludzka egzystencja... Żal odjeżdżać, lecz czeka na nas degustacja wina w Paso Robles – mieście słynącym z winiarni, produkcji oliwy z oliwek i gorących źródeł, które są propozycją dla najbardziej wytrwałych. Lekko zakręceni kładziemy się spać.

Dzień 9

Każdy z winem w ręku jest gotowy do dalszej drogi. A dziś: Pfeiffer Big Sur State Park i jego perełka – most Bixby Creak Bridge; McWay Falls – to niewątpliwie nasze oczko w głowie (turkusowa woda, skaliste klify otaczające urzekający wodospad, zbocza wpadające do oceanu); "17 mile drive”– urzekająca 27-kilometrowa droga to świat fantazyjnych klifów, śnieżnobiałych plaż, mistycznego lasu i ikonicznego pola golfowego, jednym słowem żyć nie umierać; Santa Cruz – miejscowość hipisów i oaza beztroskiego życia. Wspaniałe oceaniczne klify West Clif Drive, surferzy, piękne kalifornijskie domy poprowadzą nas do promenady i molo, gdzie po krótkim spacerku ruszymy w dalszą drogę. Czujemy północną Kalifornię, chłodny powiew wiatru, który przyprawia o dreszczyk i nie opuszcza nas aż do San Francisco, gdzie po fascynującym dniu udajemy się do hotelu.

Dzień 10

Można by tu spędzić lata, a i tak nie wszystko zobaczyć, więc skupimy się na „must see”. Pierwsza atrakcja to Cable Car – tramwaj linowy, symbol miasta, którym mkniemy falowanymi uliczkami ku Fisherman’s Wharf, jednej z największych atrakcji turystycznych San Francisco – Pier 39; lwy morskie i obowiązkowo zupa z mięczaków (clam chowder), po czym nasza ulubiona pozycja: wypożyczenie wcześniej zarezerwowanych rowerów i ruszamy na podbój Golden Gate. Trasa liczy ok. 8 mil (12 km) i wiedzie przez most Golden Gate do miasteczka Sausalito, skąd barką wracamy do San Francisco. Po drodze z najbliższej możliwej odległości oglądamy więzienie Alcatraz. Po powrocie czekają na nas jeszcze takie atrakcje jak: Telegraph Hill – bijące serce San Francisco, Russian Hill, Chinatown, FiDi – dzielnica finansowa, w której wszystko kręci się wokół wielkich pieniędzy i karier, z najwyższym 48-piętrowym Transamerica Pyramid, Union Square – mekka zakupoholików, Ocean Beach, gdzie będziemy próbować złapać ostatnie promienie zachodzącego słońca. Zwieńczeniem dnia będzie Twin Peaks Summit – rozkosz nocnych fotografów, wzgórze, z którego rozpościera się bajeczna panorama San Francisco. To dla wrażliwców kochających piękno.

Dzień 11

Budzi nas chłodny, zamglony dzień rodem z filmów Alfreda Hitchcocka. Po śniadaniu udajemy się do Parku Golden Gate, gdzie powstają najlepsze fotograficzne kadry zamglonego mostu "Złotych Wrót”. W planie jeszcze przejazd rozsławioną krętą Lombard Street i powoli żegnamy się z jednym z najbardziej tolerancyjnych miast na świecie, udając się na wschód, do stolicy Kalifornii – Sacramento. Miasto leży u zbiegu rzek Sacramento i American River, w północnej części Doliny Kalifornijskiej. Tu przed nami takie atrakcje jak stanowy Kapitol z 1874 r., stare miasto, gdzie poczuć się można jak podczas złotej kalifornijskiej gorączki złota (karawany, dyliżanse, przystanek na drodze Pierwszej Kolei Transkontynentalnej). Nieśmiało spoglądając na zegarek udajemy się malowniczą drogą Hwy 50 do Lake Tahoe. Dwie godziny drogi, 130 km i do pokonania i przewyższenie prawie 1900 m. Na powitanie w naszych skromnych progach czeka na Was ciepły obiad, grzane wino, żarzący się kominek i przytulny kąt dla każdego. Wiosenne orzeźwiające powietrze na wysokości 1897m n.p.m. zapiera dech w piersi. Nocleg.

Dzień 12

Kwiecień w Lake Tahoe to czas, gdy okolice po zimowej hibernacji budzą się do życia. Najwyższe partie gór wciąż lśnią na biało, ale niżej wzmożona aktywność flory i fauny przyprawia o obłęd, a słońce i wiosenna temperatura Kalifornii nadają ton każdemu dniu.
Po trudach podróży niewątpliwie czas na odpoczynek, ciszę, przyrodę i magię Lake Tahoe. Mamy tu do dyspozycji cały dom z pełnym wyposażeniem, a w pobliżu kilka supermarketów, knajpki, restauracje i kasyna. Dla ludzi lubiących aktywnie spędzać czas możliwości są tu nieograniczone.

Dzień 13

Zabieramy was w miejsca, do których docierają tylko nieliczni turyści, a których nie zobaczyć w Lake Tahoe to grzech. Odwiedzamy takie miejsca jak: Angora Lake, Fallen Leaf Lake, Emerald Bay, Horsetail Waterfall, Squaw Valley (wioska Olimpijska), Truckee River i obowiązkowo o tej porze roku wycieczka naszym vanem dookoła jeziora Tahoe, którego linia brzegowa ma długość 116 km. O takich punktach widokowych, do jakich Was zabieramy, śnią niejedni globtroterzy.

Dzień 14

Rano zabieramy Was na lokalne, górskie, amerykańskie śniadanie do RedHut. Następnie ruszamy na północ – przed nami ok. 500 km, lecz gwarantujemy, że nikomu nudzić się dziś nie będzie. Odwiedzimy 3 stany: Nevada, Kalifornia, Oregon. Po prawej pustynia, po lewej pasmo górskie Sierra Nevada, mkniemy mijając Honey Lake – jezioro to jest bardzo płytkie i z reguły wysycha późnym latem, miasto Susanville, po czym zajrzymy do wulkanicznego Parku Narodowego Lassen – pod warunkiem, że Park będzie już dostępny po zimowych zawieruchach!!! Spacerujemy wśród gorących, mieniących się wszystkimi kolorami tęczy gejzerów otaczających wulkan Lassen. Fantastyczna panorama czarnych pól lawy, ośnieżonych szczytów pobliskich wulkanów, turkusowych jezior i wielobarwnych wydm wynagradza każdy wysiłek. Następny postój to jakby Japonia, tak – Japonia, a wszystko za sprawą wulkanu Mt. Shasta, 4322 m n.p.m., przypominającego swoim wyglądem Mt. Fuji. Amerykanie dobrze wiedzą, że góra Shasta jest żywą legendą i wielce zagadkową górą, zaliczaną do siedmiu najbardziej tajemniczych znajdujących się na Ziemi. Zatrzymujemy się co chwilę na zdjęcia, racząc się nieskazitelnym, cudnym widokiem. Noc spędzamy nad jeziorem Klamath.
USA - mount Shasta USA - jezioro kraterowe Multonomah Falls USA - las deszczowy

Dzień 15

Czy to jawa czy sen – kolejny poranek w kultowym miejscu, kolejne zachwyty, a po śniadaniu szybki rzut okiem na jezioro Klamath i udajemy się do Parku Narodowego Jeziora Kraterowego. Crater Lake, jedno z najbardziej niesamowitych jezior na świecie, powstało poprzez wypełnienie wodą deszczową kaldery wulkanu Mazama. Wyróżnia się wyjątkowo niebieską barwą i niebywałą przejrzystością, a w dodatku to najgłębsze jezioro w Stanach Zjednoczonych, 594 m. Dojeżdżamy do wioski Rim Village, skąd rozpościera się magiczny widok na ten cud natury. Dla chętnych organizujemy krótki trekking w rakietach śnieżnych, a tym, którzy cenią sobie osobistą medytację na łonie natury, serwujemy dobrą kawę w lokalnej knajpce i integrację z przyrodą. Na pewno nudzić się nie będziecie. Przed nami jeszcze trochę drogi w malowniczej scenerii gór Sierra Nevada. Oregon ma jedne z najładniejszych tras widokowych w zachodnich stanach. Autostrady przecinają wielkie połacie lasów i cały czas dominuje kolor soczystej zieleni. Naprawdę odczuwa się tu niezapomnianą przyjemność z jazdy i czas spędzony w samochodzie nie jest stracony. Wieczorny przyjazd do Greshman, gdzie czeka na nas Chuck Long, miejscowy przewodnik, nasz wystrzałowy przyjaciel, który będzie nas oprowadzał po zakątkach Beervana jak lokalni mieszkańcy zwykli nazywać Portland. Sen.

Dzień 16

Bladym świtem budzimy się we mgle – wilgotność powietrza jest tu dużo wyższa niż u nas. Zanim zaczniemy przygodę z Portland nie sposób zapomnieć o Multonomah Falls, te malownicze wodospady (górny i dolny) są po prostu powalające. Kamienny, prawie stuletni most, zielone otoczenie i 620 stóp (ponad 300 metrów) wody. To zdecydowanie obowiązkowy punkt w Oregonie, dlatego tu jesteśmy. Pełni wigoru udajemy się do stolicy "Miasta Róż” – nie ma wielu miast, w których dałoby się zobaczyć tyle "dziwaczności”, ile w Portland. Położone jest malowniczo przy ujściu rzeki Wilamette do Kolumbii. Prawie zawsze pada tutaj deszcz, a pomimo tego komunikacja rowerowa przoduje w całych USA. To kolebka food trucków, kraftowego piwa, dobrej kawy i legalnej marihuany. Ludzie tu żyjący mają bzika na punkcie hodowli warzyw i owoców w przydomowych ogródkach, a duża ich część jest wegetarianami. Jest swojsko.
W 100% ufamy Chuckowi, który zaproponuje trasę zwiedzania szytą na miarę w krainie dziwaczności. Przed nami: kawa i śniadanie – w końcu jesteśmy w mekce kawy; Powell’s Books – podobno największa niezależna księgarnia na świecie, sprzedająca także używane książki; Washington Park ze wspaniałym japońskim ogrodem (prezentującym aż 5 stylów kompozycyjnych) oraz niesamowitym ogrodem różanym – International Rose Test Garden, w którym hodowane jest ponad 7 tysięcy róż z 650 gatunków róż; Eastbank Escapade – ścieżka rowerowa ciągnąca się zachodnim brzegiem rzeki Willamette, która prowadzi nas do downtown; Portland Art Museum – dla tych, którzy kochają sztukę, najstarsze muzeum na Zachodnim Wybrzeżu USA; kolejka linowa Portland Aerial Tram – wynosi nas ona na wzgórze Marquam Hill, a stąd panoramiczny widok miasta i otaczającej go okolicy; raczymy się lokalną uliczną kuchnią, odwiedzamy jedyne w swoim rodzaju browary i wtapiamy się w atmosferę totalnego luzu, bo tu czas jakby płynie wolniej. Z nadzieją, że nikt nie przeholował z browarami, żegnamy się z Chuckiem. Nocny przejazd przez rozświetlone centrum, po czym udajemy się na zasłużony odpoczynek do oddalonego o 10 minut stanu Washington, którego granicę wyznacza rzeka Kolumbia. Dobranoc.

Dzień 17

Kolejny stan, kolejne niezapomniane wrażenia. Im dalej na północ, tym więcej zieleni i nie bez przypadku odwiedzamy dziś lasy deszczowe Olympic Rain Forest – jest to unikalny w skali światowej obszar, wytwór lokalnego klimatu – umiarkowanego z ogromną ilością opadów. Las deszczowy charakteryzuje się wiecznie zieloną, bujną roślinnością. Spada tu rocznie ok. 4 m deszczu, a wilgoć sprzyja rozwojowi mchów, glonów i porostów. Formy te nazywa się epifitami i co ciekawe, nie są to rośliny pasożytnicze; korzystają z drzew jako z podłoża, ale odżywiają się samodzielnie. Nie zapominając o kurtce wodoodpornej zaczynamy 3-dniowy pobyt w Parku Narodowym Gór Olimpijskich. Pierwszy przystanek to Quinault Valley, kameralne jezioro z przecudną plażą Ruby oraz Rain Forest – podziwiamy zabytkowy domek na Jeziorze Quinault, raczymy się kojącą ciszą, stajemy przy wodospadzie Bunch Creek Falls, po czym ruszamy na szlak Maple Glade Trail, gdzie wypatrujemy dziką naturę znikającą w jakby wyimaginowanym gaju zarośli. Zauroczeni tą niecodzienną scenerią chcemy więcej, więc ruszamy do lasu deszczowego Hoh, który jest również częścią Parku Narodowego Olympic. Wytyczonych jest tu kilka ścieżek, które zabierają nas w zupełnie nieznany, jakby pierwotny świat. Dominują tu ogromne świerki sitkajskie, które mogą dochodzić do 100 metrów wysokości, oraz paprocie. W lesie panuje specyficzna wilgotno-mroczna atmosfera, do tego dzika zwierzyna – nasze 50 min. w 1,5 km korytarzu mchu oszałamia każdego. Przeżycie niesamowite. Słońce ma się ku zachodowi, a my podążamy dalej na północ do Port Angeles na nocleg. Po drodze stajemy w Forks na kolację, to tu kręcono film Twilight. Dość wrażeń na dziś, pora na sen.

Dzień 18

Budzi nas rześki powiew morskiego powietrza znad Kanady. Tak, Kanady, gdyż do jej granicy mamy raptem 100 km. Port Angeles to na pewno perełka północnej części stanu Washington, położona pośrodku fascynującej dzikiej natury, gdzie góry witają morze, "the mountains greet the sea". Spoglądając na północ widzimy piękne molo wtapiające się w cieśninę Juana de Fuca – pomiędzy kanadyjską wyspą Vancouver a Półwyspem Olympic, z którego to dostrzegamy ogromne statki przewożące drewno i najróżniejsze ładunki, a także małe malownicze łodzie rybackie powracające z połowu ryb i krabów, piaszczyste plaże i zahartowanych kajakarzy. Rzut okiem na południe to śnieżno białe góry Parku Narodowego Olympic, w którego kierunku zaraz ruszamy. Pierwsze górskie miejsce to Jezioro Crescent o głębokości ok. 300 m. W zależności od pogody podejmiemy decyzję o trekkingu – możliwości jest kilka. Nasz ulubiony szlak to Mount Storm King Trail, gdzie po drodze wyłania nam się z zieleni wodospad Marymere Falls… Jest cudnie. Następny cel to wodospad Sol Duc Falls, 14 mil niekończącej się krętej opowieści o strumykach, mostach i kaskadach. Nasz hyppie van czerwienieje od naszego zachwytu. Z parkingu czeka nas krótki trekking oazą doskonałości do wodospadu. W drodze powrotnej relaksujemy się w gorących źródłach. Powrót do Port Angeles na kolację.

Dzień 19

Powoli żegnamy się z “El Puerto de Nuestra Senora de los Angeles”, jak zwali to miasto hiszpańscy żeglarze. Uwieńczeniem niesamowitej przygody w Parku Olimpijskim będzie Hurricane Ridge na wysokości ok. 2000 m n.p.m. Rozkład dnia zależy od szybkości topniejącego śniegu, bo w maju jest go jeszcze całkiem sporo. Na pewno pokusimy się o 4-kilometrowy szlak Hurricane Hill Trail, a jeśli pogoda spłata figle, to zawsze należy nam się odpoczynek i przy kawie będziemy cieszyć oczy malowniczym górskim pejzażem. Popołudniowy przejazd do Kingston, gdzie barką przeprawimy się przez zatokę Puget Sound na przedmieścia miasta Kurta Cobaina – Seattle.

Dzień 20

Seattle, miasto tak barwne, że nazwać go można Disneylandem dzisiejszych 40-latków. Dość powiedzieć, że to właśnie Seattle dało miastu grunge, Kurta Cobaina z Nirvaną, Pearl Jam i pewnie jeszcze tuzin dobrych kapel, modę na kraciaste koszule, dzięki którym jest hipsterską stolicą USA. To tutaj narodził się prawdziwy, wielki przemysł lotniczy. Niektórzy mówią nawet, że jest to mekka entuzjastów lotnictwa. Pomimo 50 dni słonecznych w roku, miasto to dudni życiem, rozpromienia turystów i zachwyca niedowiarków. Dzień zaczniemy od śniadania w Pike Place Market. Jest to najstarszy działający targ w USA, 33. najczęściej odwiedzana atrakcja turystyczna na świecie stanowiąca nieformalne serce miasta, pełne knajpek i mikrobrowarów. Prawdziwa orgia kolorów, zapachów, produktów, a numerem jeden z pewnością są świeże ryby i owoce morza prosto z Alaski. Po obfitym śniadaniu myślimy o kawie. Dobrze się składa, bo za rogiem znajduje się pierwszy, historyczny Starbucks. Tak, to w Seattle wymyślono jagodowe frappucino bez kofeiny, kawy i smaku. Dziś to jedna z prawie 24 tys. kawiarni tej sieci, uznawana za zabytek. Dostosowujemy plan dnia do pogody, a przed nami: Space Needle – iglica mierząca aż 185 metrów na szczycie zwieńczona spodkiem, z panoramicznym widokiem miasta i okolicy; Muzeum Lotnictwa, mieszczące się w słynnej Red Barn, czyli czerwonej stodole stanowiącej pierwszą siedzibę Boeinga; The Future of Flight Aviation Center, czyli muzeum lotnictwa i centrum edukacyjne położone tuż przy największej fabryce samolotów na świecie (i w największym pod względem powierzchni budynku świata, gdzie powstają m.in. Dreamlinery 737 MAX); Ballards Locks – sieć kanałów i śluz między jeziorami Washington i Union oraz Zatoką Puget, utrzymująca poziom wód słodkowodnych jezior Waszyngton i Union ponad 6 metrów nad poziomem słonowodnej Zatoki Puget. Odwiedzamy także nadbrzeże z charakterystycznym kołem młyńskim oraz ścianę gum do żucia, gdzie każdy będzie mógł zostawić po sobie mały ślad... Czas pomyśleć o powrocie do kraju, choć nie ma kiedy. Nocny przejazd przez rozświetlone Seattle. Sen.

USA Seattle Przelot samolotem na Hawaje Washington State Góry Washington state

Dzień 21

Niemożliwe, że to już ostatni dzień w Ameryce. Przejazd w okolice domu Kurta Cobaina, transfer na lotnisko i wylot do kraju.

Dzień 22

Przylot do Warszawy.

Chcesz się zapisać lub uzyskać więcej informacji? Zadzwoń do nas.

+48 601 87 57 65


Szukasz czegoś konkretnego?