MAJÓWKA 2019

LOS ANGELES WYSPA CATALINA PARK NARODOWY JOSHUA TREE SEDONA WIELKI KANION KANION ANTYLOPY PARK NARODOWY ZION LAS VEGAS DOLINA ŚMIERCI JEZIORO MONO JEZIORO TAHOE SAN FRANCISCO

Od lanego poniedziałku po majówkę. W tym roku mamy dla Was zjawiskową propozycję odpoczynku po długich, zimowych chłodach. Już pierwszego dnia na amerykańskiej ziemi nasz zaprzyjaźniony, miejscowy kapitan zabierze Was na 24-godzinny rejs po Oceanie Spokojnym na wyspę Catalina. Jacht, słońce, rum, delfiny, a przy odrobinie szczęścia może wieloryby! To wszystko będzie nadawać ton tej wyprawie przez najbliższe 14 dni. Odwiedzimy Los Angeles i San Francisco, parki narodowe i tereny indiańskie w Arizonie i Utah, po czym przemykając przez mekkę hazardu – Las Vegas, zawitamy do majestatycznego Lake Tahoe, aby oddać się kojącej ciszy gór Sierra Nevada. Nietuzinkowej wyprawie czas start!

Cena

2500 USD
I rata: 300 USD plus koszty biletu lotniczego płatne przy zapisie II rata: 2200 USD płatne 30 dni przed wyjazdem

Terminy

22.04.2019 - 06.05.2019


Chcesz się zapisać lub uzyskać więcej informacji? Zadzwoń do nas.

+48 601 87 57 65





Cena obejmuje

  • 10 noclegów w motelach i hotelach 2* i 3* (pokoje 2-osobowe), 1 noc na jachcie, 2 noclegi w górskiej chacie,
  • śniadania (american breakfast),
  • opiekę lokalnego, polskiego pilota,
  • van do dyspozycji grupy,
  • opłaty drogowe, mostowe oraz parkingi,
  • wstępy do parków narodowych oraz Kanionu Antylopy,
  • rejs na wyspę Catalina,
  • wypożyczenie rowerów w San Francisco,
  • prom i tramwaj w San Francisco,
  • ubezpieczenie: KLA, NNW, KR oraz bagażu.

Cena nie obejmuje

  • przelotu na trasie Warszawa ‒ Los Angeles, San Francisco ‒ Warszawa: od ok. 3.000 PLN,
  • wizy do USA - 160 USD,
  • dopłaty do pokoju jednoosobowego,
  • atrakcji fakultatywnych (gondola i rowery nad jeziorem Tahoe),
  • napiwków w restauracjach.

Plan wyjazdu

Dzień 1

Zbiórka na lotnisku Warszawa-Okęcie. Przelot do Los Angeles. Na miejscu czeka już pilot wyprawy, pełen wigoru i sił do pracy, z którym udajemy się na nocny przejazd wśród magicznie oświetlonych drapaczy chmur „Miasta Aniołów”. Dla tych, którzy jeszcze nie opadli z sił, spacer po plaży. Pierwsza noc po drugiej stronie świata.

Dzień 2

Wypisz, wymaluj lany poniedziałek w mglisty poranek 😊 Kawa, śniadanie i ruszamy do New Port Beach, gdzie na przystani czeka na nas Grześ i jego jacht. Pakujemy piracki ekwipunek i ruszamy w rejs pod banderą „Jezusa”. Dystans 22 mil (35 km) pozwoli nam się poczuć jak odkrywcy, do tego towarzyszące nam delfiny, oceanu szum, słońce i dobre towarzystwo. Czy można w życiu chcieć czegoś więcej? Późnym popołudniem dobijamy do wyspy Two Harbor, gdzie każdy z Was musi zostać ochrzczony na oceanicznego morsa w Harbor Reef Saloon. Noc spędzamy na jachcie, a takiej integracji na kolejne kilkanaście dni może nam pozazdrościć niejeden.

Dzień 3

Kto rano wstaje, tego „Jezus” uczy fachu marynarza. Jeszcze przed świtem żegnamy piękną Catalinę, wracamy na stały ląd i ruszamy dalej. Dzisiejszy cel to Beverly Hills – przejazd sławną ulicą Sunset Boulevard, w której zakamarkach znajdują się jedne z najdroższych i najpiękniejszych willi na świecie. W Hollywood spacerujemy hollywoodzką Aleją Gwiazd, w pobliżu Chinese Theatre, gdzie znajdują się odciski dłoni, stóp, autografy i wpisy prawie 200 postaci związanych z Hollywood. Patrzymy na Kodak Theatre, w którym rozdawane są Oscary. Podjeżdżamy i podchodzimy możliwie najbliżej słynnego napisu HOLLYWOOD. Potem jeszcze w Los Angeles downtown, wizyta na zabytkowym dworcu Union Station, przejazd przez centrum i postój w miejscu, z którego widać nowoczesne drapacze chmur, obiekty kulturalne, sale koncertowe, muzea oraz ratusz. Kierujemy się w stronę Riverside, czyli zaczynamy swoją przygodę z pustynią. Nocleg.

Dzień 4

Budzi nas pustynia. Suche powietrze, idealna temperatura, więc szybkie śniadanie i nie marnując czasu ruszamy na wschód. Dziś czeka nas 330 mil (ok. 500 km) przygody z piaskiem i jego urokami. W Parku Narodowym Drzewa Jozuego – tak Indianie nazwali występującą tu jukę – zobaczymy tereny dwóch olbrzymich pustyń – „wysokiej” pustyni Mojave i „niskiej” pustyni Kolorado, które się tu spotykają. Przejedziemy wszerz tym unikatowym, zapierającym dech w piersiach pustynnym krajobrazem, zatrzymując się raz po raz na zdjęcia. Ociekający pot sprawia, że naszym marzeniem staje się zimna, rześka kąpiel… Pędzimy więc vanem ku Havasu Lake na pustyni Mojave, terytorium plemienia Indian Chemehuevi, gdzie będziemy mogli dać sobie ukojenie w iście pustynnej scenerii, wskakując do wody. Przejazd do Kingman w Arizonie odcinkiem Road 66 nazywanej Mother Road, która w latach 30. ubiegłego stulecia przeżywała swoją świetność, łącząc Los Angeles i Chicago. Nocleg.

Dzień 5

Duch Indian Navajo i Hopi towarzyszy nam przez cały dzień zwiedzania Sedony i jej okolic. A tu fantastyczne formacje skalne o dumnej nazwie Navajo Red Rocks, wznoszące się na wysokość ponad 1.900 m, majestatyczne kaniony, wplecione w otaczające miasto góry, jedyne tego rodzaju trasy trekkingowe z naszą ulubioną pozycją West Fork Trail, gdzie z pewnością pstryknięcia migawek będą nadawać rytm naszym krokom. Odwiedzamy Devil’s Bridge, naturalnie uformowany most z czerwonego piaskowca, który na pewno jest atrakcją dla tych, którzy bez adrenaliny żyć nie potrafią. Atrakcji trekkingowych w Sedonie jest jeszcze sporo: Cathedral Rock Trial, Bell Rock, Chapel of the Holy Cross – wykuta w czerwonych skałach kaplica, park wodny „Slide Rock State Park”, stworzony przez naturę. Końcówka dnia to wizyta w małym miasteczku Tlaquepaque, w którym można, a nawet trzeba, rozkoszować się iście meksykańską kuchnią. Nocleg w Flagstaff.

Dzień 6

Śniadanie, kawa przy oszałamiającym zapachu otaczającego nas lasu świerkowego na środku pustyni i ruszamy w kierunku jednego z 7 cudów świata natury – Wielkiego Kanionu. Stanąć na jego krawędzi i podziwiać jego ogrom oraz oszałamiające piękno to niezapomniane przeżycie. Długość kanionu wynosi 443 km, a jego szerokość waha się od 200 m do 29 km. Maksymalna głębokość kanionu (w Granitowym Wąwozie) wynosi 1,6 km. Dziś czas nas nie goni, więc zostajemy tu do zachodu słońca, który jest niesamowitym przeżyciem. A dla tych, dla których pasją jest fotografia, to prawdziwa uczta. Duch Indian Navajo nakazuje nam rozbić namiot, ale na nas już czas, udajemy się do Page...

Dzień 7

Rześki poranek na ochłodę głowy, bo dziś olbrzymia dawka widoków rodem z filmów science fiction. Na początek Kanion Antylopy. To chyba jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie dane nam jest odwiedzić w Arizonie. Abstrakcyjne kształty, przez tysiące lat formowane przez wiatr i wodę w czerwonych skałach, wprawiają w osłupienie. Bajkowe, fenomenalnie oświetlone, niezwykle barwne przestrzenie wewnątrz skał; wszystko to bardziej przypomina gigantyczne dzieło sztuki niż wnętrze kanionu. Pozorną, bo przecież powstałą bez udziału człowieka precyzję tych form można porównać tylko z doskonałością komputerowych renderingów 3D. Gra świateł i kolorów powala na kolana... Prześliczne, zachwycające, wprost niewiarygodne! Czerwień, żółć, purpura, granat. Gra świateł we wszystkich możliwych odcieniach. To wprost niewyobrażalne, aby natura stworzyła coś tak pięknego... Ale to dopiero początek wrażeń na dziś. Następnie udajemy się do Horseshoe Bend. W tym miejscu rzeka Kolorado, płynąca od jeziora Powell zatacza łuk o 270° w malowniczym kanionie Glen Canyon, tworząc niepowtarzalny kształt podkowy. Ale to jeszcze nie koniec, bo zwieńczeniem dnia będzie zachód słońca nad mostem Navajo, który przecina rzekę Colorado dalej płynącą do Wielkiego Kanionu. Zapierająca dech w piersiach konstrukcja o długości 277 m, na wysokości 142 m powyżej rzeki Colorado, ulubiona miejscówka ludzi o mocnych nerwach. My na bungee skakać nie będziemy, więc malowniczą drogą Hwy 89A ruszamy na zachód. Po drodze jeszcze urokliwe miasteczko Jackob Lake, w którym zostaniemy na noc, jeśli w loterii wylosujemy wstęp do The Wave, gdyż tylko 20 osób dziennie otrzymuje pozwolenie wstępu. Jeśli szczęście nie będzie po naszej stronie, to udamy się na nocleg do Kanab, UT. Tyle wrażeń, zatem czas na odpoczynek.

Dzień 8

Rankiem dopiero dostrzegamy jak malowniczo położony jest Kanab… Tymczasem do Parku Narodowego Zion poprowadzi nas zjawiskowa droga Hwy 9. Te 23 kilometry, które biegną przez serce Parku, mogą się okazać podróżą życia, a to dzięki niesamowitym krajobrazom w kolorze pomarańczy. Park Narodowy Zion przez mormońskich osadników zwany jest Zion – Syjon, co oznaczało miasto idealne i rzeczywiście w parku jest jak w raju. Urwiska skalne, wodospady, rzeki. Zbudowany jest ze skał piaskowcowych, które tworzą płaskie stoliwa, kręte kaniony i malownicze formy skalne przypominające zamki, iglice i wieże. Teren parku rozcięty jest głęboką doliną Rzeki Dziewiczej (Virgin River). Możliwości eksploracji są tu ogromne, pogoda o tej porze roku jest idealna na trekking, więc plecak, woda i… ruszamy na 7,5 km wycieczkę ku punktowi Angels Landing znajdującemu się na wysokości 1765 m n.p.m., z którego rozpościera się bajeczna panorama parku. Przed nami takie miejsca jak: Walters Wiggles, Scout Lookout z widokiem na Virgin River czy Touchstone Wall, a ponieważ ostatni odcinek trasy to łańcuchy, więc podejmujemy decyzję kto idzie na szczyt Angels Lan-ding, a kto podąża mniej wymagającym West Rim Trail. Zauroczeni, lekko zmęczeni, w drodze powrotnej udajemy się na coś rozgrzewającego do Bit & Spur Restaurant & Saloon. To był jeden z tych dni, kiedy chce się głośno zawołać „chwilo trwaj”. Żal opuszczać to miejsce, ale na nas już czas, czeka mekka hazardu: Las Vegas. Myślę, że nikomu nic więcej tłumaczyć nie trzeba – dolar na środku pustyni, którego nigdy się nie wygrywa. To miasto nie zasypia, więc i my puścimy się w wir rozpusty, z nadzieją, że nazajutrz wszyscy będą gotowi do dalszej drogi...

Dzień 9

Po ekscytująco cichej nocy i późnym śniadaniu będzie czas na regenerację w domowym zaciszu naszego vana. Kierunek Lake Tahoe. Po drodze czekają na nas takie atrakcje jak: Red Rock Canyon i jego malownicze czerwone formy skalne i pustynna przyroda; Death Valley National Park, a w nim: Dante’s View, z którego rozpościera się piękny widok na całą Dolinę Śmierci; Zabriskie Point, Badwater – to najniżej położone miejsce w Ameryce Północnej: 85,5 m poniżej poziomu morza i z najwyższą zanotowaną temperaturą powietrza na Ziemi, 56°C. Devil’s Golf Course to ogromny teren składający się z solnych kamieni uformowanych przez wodę i silny wiatr. Podobno tylko szatan mógłby grać tam w golfa. Na kolację udajemy się do naszej ulubionej restauracji w Bishop. Odpoczynek.

Dzień 10

Po otwarciu oczu ukaże się nam przepiękne, ośnieżone wschodnie pasmo gór Sierra Nevada i wtulony w nią granitowy szczyt Mount Whitney mierzący 4421 m n.p.m., najwyższy szczyt kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Powoli aklimatyzujemy się w górskim klimacie, do Lake Tahoe już tylko 200 km, a po drodze niespodzianka: Wild Willy’s Hot Springs z panoramicznym widokiem na wzgórza Mammoth Lakes. Następne miejsce na trasie to Mono Lake – najstarsze jezioro Ameryki Północnej. Czujemy się tu jak na księżycu, wśród fantastycznych formacji skalnych przypominających zamki otoczone wodą. Te 180 km2 alkalicznej i w dodatku zasolonej wody są jak z bajki. Krótki trekking, mnóstwo zdjęć i jedziemy dalej mijając miasto Bridgeport. Tu kolejna niespodzianka, Travertine Hot Spring. Nasączeni minerałami, wieczorem zjawiamy się w Lake Tahoe. Na powitanie w naszych skromnych progach czeka na Was ciepły obiad, grzane wino, żarzący się kominek i przytulny kąt dla każdego. Czas na magię gór Sierra Nevada.

Dzień 11

Wiosna w Lake Tahoe zwala z nóg. Najwyższe partie gór wciąż lśnią swą bielą, wzmożona aktywność flory i fauny przyprawia o obłęd, a słońce i wiosenna temperatura Kalifornii nadają ton każdego dnia. Mamy tylko 1,5 dnia, więc do dzieła.
Majówka w górach Sierra Nevada na pewno pozostanie Wam w pamięci na długie lata. Zaplanujemy ten czas wspólnie tak, aby każdy z was mógł zaspokoić swoje potrzeby . Znając każdy tutejszy zakamarek, chcemy przedstawić Wam nasze propozycje tak, aby pobyt w Lake Tahoe stał się pretekstem do rychłego powrotu. Wielość propozycji, które dla Was mamy, na pewno zadowoli każdego.

Trekking
Ograniczymy się do dolnych partii gór, a granicę wyznaczać nam będzie pokrywa śnieżna, choć kto wie – zawsze pod ręką są rakiety śnieżne. Widoki o tej porze są niesamowite, zlewa się tu zimowa biel z wiosenną kolorystyką i błękitem jeziora Tahoe, jest cudownie!

Rowery
Oszałamiająca trasa rowerowa o długości 22 km, ciągnąca się wzdłuż linii brzegowej jeziora Tahoe, powiew topniejącego śniegu, słoneczko, dzika przyroda i wspaniałe widoki na wysokości 2000 m n.p.m. na pewno wywindują waszą wyobraźnię na wyższy poziom.

Must See In Lake Tahoe
Zabieramy was w miejsca, do których docierają tylko nieliczni turyści, a których nie zobaczyć w Lake Tahoe to grzech. Odwiedzamy takie miejsca jak: Angora Lake, Fallen Leaf Lake, Emerald Bay, Squaw Valley (wioska Olimpijska), Truckee River i obowiązkowo o tej porze roku wycieczka naszym vanem dookoła jeziora Tahoe, którego linia brzegowa ma długość 116 km. O takich „view point”, do jakich Was zabieramy, śni nie jeden globtroter.

Plażowanie
Pamiętamy że jesteśmy na pograniczu słonecznej Kalifornii i Nevady, więc plaża o tej porze jest czymś normalnym, a dla morsów woda będzie idealna.

Nightlife – What happens in Tahoe, stays in Tahoe
W Lake Tahoe nie chodzi się spać; po stronie Nevady znajduje się 5 kasyn, a w ich sąsiedztwie kluby nocne, bary, restauracje i knajpki. Wszystko to tętni życiem przez 24 godziny. Maciej na pewno wtajemniczy zainteresowanych w tajniki Texas Hold’em Poker.

Dzień 12

Nie chcę, ale muszę, na pewno wrócę… Do południa czas na mały shopping. Wzywa nas duch wolności, czyli San Francisco. Ruszamy na zachód zatrzymując się nad wodospadem „koński ogon”, Horse Tail, malownicza i kręta autostrada wzdłuż American River zaprowadzi nas do stolicy Kalifornii – Sacramento. Następnie nocny przejazd ulicami „Miasta Miłości”, trzeba nabrać sił przed jutrzejszą jego eksploracją.

Dzień 13

Można by tu spędzić lata, a i tak nie wszystko ogarnąć. Skupiamy się więc na „must see”, na tym, co zobaczyć musi każdy odwiedzający to miasto. Pierwsza atrakcja to Cable Car – symbol miasta, tramwaj linowy, którym to mkniemy falowanymi uliczkami ku Fisherman’s Wharf, jednej z największych atrakcji turystycznych SF – Pier 39. Następnie obowiązkowo zupa z mięczaków (clam chowder), po czym ulubiony punkt programu naszej wyprawy: wypożyczenie wcześniej zarezerwowanych rowerów i wyruszenie na podbój Golden Gate. Trasa liczy około 8 mil (12 km) i wiedzie przez most Golden Gate do miasteczka Sausalito, skąd barką wracamy do San Francisco, po drodze z najbliższej odległości podziwiając słynne więzienie Alcatraz. W mieście czekają na nas jeszcze takie atrakcje jak: Telegraph Hill – bijące serce San Francisco, Russian Hill, Chinatown, FiDi – dzielnica finansowa, w której wszystko kręci się wokół wielkich pieniędzy i karier, z najwyższym, 48-piętrowym Transamerica Pyramid; Union Square – mekka zakupoholików; wreszcie Ocean Beach, gdzie będziemy próbować złapać ostatnie promienie zachodzącego Słońca. Zwieńczeniem dnia jest wizyta na Twin Peaks Summit, miejscu rozkoszy nocnych fotografów, z którego rozpościera się bajeczna panorama San Francisco. Nocleg nieopodal mostu Golden Gate, więc na pewno znajdzie się ktoś chętny na nocne kadry.

Dzień 14

Dziś do południa przejazd rozsławioną krętą Lombard street, shopping i powoli żegnamy się jednym z najbardziej tolerancyjnych miast na świecie, udając się na lotnisko. Z nadzieją, że wkrótce zobaczymy Was ponownie, mówimy: Have a nice trip!

Dzień 15

Przylot do kraju.

Chcesz się zapisać lub uzyskać więcej informacji? Zadzwoń do nas.

+48 601 87 57 65


Szukasz czegoś konkretnego?